Ja i plecak

15:58 0 Komentarze A+ a-

Przyznam się... Jestem zwolenniczką pakowania całej szafy i wszystkich 'bardzo potrzebnych rzeczy' w podróż, więc nawet na weekendowy wyjazd zdarzało mi się brać wielką, wypchaną walizkę. Kiedy myślałam o tym, że na caaały tydzień będę musiała spakować się w jeden plecak (i to skromnie, żebym się nie zamęczyła) to nie dostrzegłam ukrytego zagrożenia...

Stwierdziłam, że zrobię listę rzeczy, które znajdą się w plecaku. Pomysł brzmiał dobrze. Aż do chwili, kiedy musiałam się spakować.

Rozpoczęła się wtedy wielka wyliczanka. Czego potrzebuje TROCHĘ MNIEJ.. Po wielu rozmowach z samym sobą i krótkiej pogawędce z plecakiem doszło między nami do rozejmu. Oto ostateczna jego wersja:


Na zdjęciu wydaje się, że to dużo, ale to przez to, że ładnie chciałam wszystko rozłożyć. Po zapakowaniu tego do plecaka zostało mi nawet sporo wolnego miejsca (akurat na jedzenie), więc hej, jest idealnie!

I idealnie było, aż do czasu kiedy musiałam ZAŁOŻYĆ plecak. Na początku ciężar mnie przerósł, więc dopiero przy drugim podejściu się oswoiłam. Bądź co bądź dałam radę i szłam dzielnie przez caaały czas.

Tylko trochę mnie bolały plecy.

Powiem Wam, że sama się dziwiłam, ale prawie wszystkie rzeczy mi się przydały! Kamery i kabla do niej jednak nie brałam - kamerowałam i robiłam zdjęcia komórką. Wzięłam za to mały aparat, ale z tego samego powodu ani razu go nie włączałam.. No i statyw. Żałuję, że nie wzięłam go ze sobą w kilka miejsc, ale było to czyste lenistwo - po prostu nie chciało mi się go targać. Ostatecznie też zamiast płaszcza przeciwdeszczowego wyglądającego jak schron dla 8 osób kupiłam sobie na miejscu małą czarną parasolkę. :)

Dodaję zdjęcie zrobione w Łodzi, jako zapowiedź kolejnego postu :)